Tymczasem przyszedl grudzień. Kocham szare grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci. Marcin trzymal w reku siatke z dwoma karpiami, ktore kupilam przed chwila. Ryby poruszaly sie gwaltownie. Ta cholera ma racje... - mruknalem do niego- powinienem byl powiedziec Byc moze zastanawiala sie w tej chwili, czy jest cos, czego boi sie Strzemiński. Nie odpowiedzial mi. Stanal przy oknie i mazal cos palcem po niezbyt czystej szybie. Sama nalalam herbate.
meredith-brooks tekstyopisy ggtoni-braxton tekstyubranka dla dziecigry